Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


Quotidiano.Net, 16.04.2007
Autor: Enzo Bucchioni
 
Kiedy drużyna ma ogromne umiejętności techniczne i charakter, kiedy klub jest zorganizowany i umie planować, zdarza się to, co dzieje się w Milanie. Rossoneri w ciągu czterech dni przywrócili sens sezonowi i lidze. Największa w tym zasługa osobistości-antyosobistości Carlo Ancelottiego. Jeśli sezon, który zmierzał w kierunku katastrofy, został przekierowany i teraz kipi optymizmem, to Milan zawdzięcza to mądrości, spokojowi i charyzmie swojego trenera.

Nieprzemakalny wobec wielkich uniesień i wielkich depresji, uczepiony swej wiedzy taktycznej i głębokiej kultury pracy, Ancelotti utrzymał na powierzchni drużynę, która w połowie sezonu zaczęła się zanurzać. Obarczony dyskusyjną kampanią transferową, mundialowymi zakwasami swych najważniejszych graczy, błyskawicznymi przygotowaniami i ośmioma punktami karnymi, Milan mógł dryfować pośród polemik, że jego trener nie zarządzał najlepiej zasobami ludzkimi.

Wyrozumiały dla zawodników z problemami, zdolny "naładować" grupę, Ancelotti podążał ścieżką umiejąc zatuszować również ewidentne ograniczenia zespołu. Z Berlusconim dotarł na granicę niesubordynacji. Prezydent chciałby zawsze grać 4-4-2, ale Ancelotti swego cudu dokonał właśnie tego wieczoru z Ligą Mistrzów w Monachium, kiedy grał bez napastników przez niemal całą drugą połowę. To Milan niezwykły, ale jakże praktyczny. Tego trzeba było, by przejść do sedna. By znów wygrywać. Pozytywne pchnięcie nadeszło z tą wygraną, rossoneri grają teraz spokojniej i - dodając do tego właściwą kondycję - nie brak niczego na ostatnią prostą. Jednak końcowe oklaski nie mogą i nie muszą ukryć ograniczeń tej drużyny, która do walki na większej ilości frontów potrzebuje środkowego i lewego obrońcy oraz alternatywy dla Seedorfa w środku pola. A to wszystko nawet jeśli przyszedłby Ronaldinho.


tłumaczenie: TomekW



 


© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone