IV Zjazd Milan Club Polonia, Kraków, 29 - 31 sierpnia 2003r.


Po sukcesie potrójnego majowego spotkania z okazji finału Ligi Mistrzów jasnym stało się, że czas zorganizować coś większego. Korzystając z wakacji i udziału Milanu w meczu o Superpuchar Europy postanowiliśmy się wreszcie spotkać w większym gronie. Z taką inicjatywą wyszedł na naszym forum Mekin. Naszkicował zarys zjazdu i zachęcił ludzi. Z pomocą krakowskich milanistów zarys przerodził się w pełen plan i nic już nie stało na przeszkodzie, by w ostatni weekend sierpnia w Krakowie odbył się IV Zjazd Milan Club Polonia. Zjazd rekordowy i zakończony pełnym sukcesem, bo przewinęło się przez niego więcej milanistów (naliczyliśmy 30 osób) niż przez poprzednie trzy zjazdy łącznie.

Dzień pierwszy, czyli czerwono-czarny Kraków.

Wszystko zaczęło się w piątek 29. sierpnia. Jeszcze przed południem wraz z Ewą zameldowaliśmy się na peronie krakowskiego dworca i po niedługich poszukiwaniach znaleźliśmy głównego organizatora zjazdu - Mekina. Wkrótce pojawili się kolejni milaniści i niewielką wciąż grupą udaliśmy się na stancję Gano, gdzie odświeżyliśmy się i zostawiliśmy nasze bagaże, by bez zbędnych obciążeń udać się na krakowski rynek, gdzie pod pomnikiem Adama Mickiewicza mieli pojawiać się kolejni zjazdowicze. Czas oczekiwania umilaliśmy sobie w ogródkach piwnych. Grupa wciąż rosła i gdy do przyjezdnych dołączyli miejscowi, liczyła już ponad 20 osób. Udaliśmy się więc na obchód lokali, które były brane pod uwagę przy wyborze miejsca do wspólnego oglądania meczu. Godzina rozpoczęcia spotkania zbliżała się wielkimi krokami. Część grupy została w lokalu, a pozostali udali się do Gano, aby zabrać swoje rzeczy i przenieść je na stancję Jonesa, gdzie mieliśmy spać. Gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce, spotkała nas niezbyt miła niespodzianka. Pod nieobecność Jonesa było włamanie i właściciel zmienił zamki. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że w mieście była osoba, która miała nowy komplet kluczy. Gano, Mekin i Jones poświęcili się i z naszymi bagażami zostali pod drzwiami w oczekiwaniu na klucze, przez co spóźnili się na mecz. Reszta udała się do "Tajemniczego ogrodu", gdzie lada moment miał się rozpocząć mecz z Porto. Zajęliśmy miejsca na pięterku i wywiesiliśmy flagę MCP przez barierkę. Obsłudze niezbyt to się spodobało i próbowali przekonywać nas, że flaga jest za długa. Dodatkowo posądzali nas o picie przyniesionego ze sobą alkoholu, ale gdy podciągnęliśmy nasze płótno wyżej, a przy barze ustawiła się kolejka po piwo, już nie mieli żadnych pretensji. Mecz rozpoczął się i już po kilku minutach "Tajemniczym ogrodem" wstrząsnął ryk radości, bo oto po zagraniu Rui Costy Shevchenko pokonał bramkarza Porto. Portugalczycy nie byli w stanie zagrozić poważniej naszej bramce, więc dalszą cześć meczu oglądaliśmy bez nerwów, emocjonując się za to bardzo każdą okazją naszych idoli. Niektórzy reagowali bardzo żywo i na drugi dzień mieli problemy z mówieniem. Milan bez problemu dowiózł skromne 1:0 do końca i mogliśmy już świętować. Jeszcze tylko fotka z flagą na Brackiej i mogliśmy ruszać w miasto. Z flagą nad głowami i śpiewem na ustach przemaszerowaliśmy dumnie na krakowski rynek, gdzie wzbudziliśmy niemałą sensację wśród ludzi zgromadzonych w ogródkach piwnych. Jakiś desperat na nasze "Forza Milan" odpowiedział włoską obelgą, ale na więcej nie starczyło mu odwagi, bo gdy odwróciliśmy się w jego stronę zniknął szybko w tłumie niczym pies z podwiniętym ogonem. Krótka narada i postanowiliśmy świętować w plenerze. Swe kroki skierowaliśmy w stronę Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie w towarzystwie Mikołaja Kopernika wznieśliśmy kilka toastów. W drodze powrotnej spotkaliśmy też bardzo przyjaźnie nastawiony (pewnie ze strachu) patrol policji, dzięki czemu dowiedzieliśmy się kto z nas myślał, że jest najmądrzejszy ;) Bez problemu dotarliśmy na stancję Jonesa i udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

Dzień drugi, czyli dodatkowe atrakcje.

Rano trzeba było wstać, bo czekał nas nasz własny mecz. Dzięki staraniom Giorgio mieliśmy załatwione na półtorej godziny boisko na obiektach SALOS-u. Gdy wreszcie udało nam się dobudzić wszystkich, wsiedliśmy w tramwaj i ruszyliśmy pokopać piłkę. Po drodze pożegnaliśmy kilka osób, które przyjechały jedynie na mecz. Dotarliśmy na boisko i po krótkich przygotowaniach postanowiliśmy zagrać spotkanie Kraków - Reszta Świata. Krakowiacy jednak nie przyznali się, że część z nich uczestniczy w regularnych rozgrywkach. Przewyższali nas kondycją i zgraniem, więc nic dziwnego, że przy stanie 1:10 (nieskromnie nadmienię, że to po moim podaniu Mekin strzelił honorowego gola) zdecydowaliśmy się jednak wymieszać drużyny. Drugi mecz był już bardziej wyrównany i dostarczył wszystkim sporo radości. Nawet niżej podpisanemu udało się w końcówce strzelić dwa gole. Wprawdzie niektórzy marudzili, że zagrałem ręką, ale pan Wit Żelazko nie analizował tej sytuacji w Kontrowersjach, więc nie mam wątpliwości, że gol był prawidłowy ;) Nasze dzielne milanistki zarejestrowały nasze "wyczyny" amatorską kamerą, ale nie zawsze nadążały za piłką, bujały (kamerą) w obłokach i filmowały też przy okazji okoliczne krzaki ;) Wyniku spotkania nikt nie pamięta, ale to nie ważne, bo liczyła się dobra zabawa. Po meczu odświeżyliśmy się i udaliśmy na obiad, a później na ulicę Kałuży, gdzie Cracovia grała tego dnia mecz ligowy z Arką Gdynia. Hala wykorzystał swoje znajomości w klubie, dzięki czemu mogliśmy wejść na stadion bez identyfikatorów jako zorganizowana grupa. Mecz nie stał może na najwyższym poziomie, ale i tak emocji nie brakowało, a tylko dobra postawa bramkarza Arki i kiepska skuteczność miejscowych napastników spowodowały, że nie obejrzeliśmy ani jednej bramki. Sporo uciechy dostarczył nam też sędzia liniowy, poruszający się po linii w sposób co najmniej komiczny. Po meczu już coraz mniej liczna grupa udała się na planty, a potem wyruszyliśmy na podbój krakowskich lokali, w których zabawiliśmy do późnych godzin nocnych.

Dzień trzeci, czyli czas pożegnań.

Niedziela stała pod znakiem odjazdów. Opuściliśmy stancję Jonesa i udaliśmy się na rynek, gdzie przy piwie obserwowaliśmy jak grupa w mgnieniu oka kurczy się. Wspominaliśmy piątkowy mecz oraz sobotnie atrakcje i obiecywaliśmy sobie, że za rok znów się spotkamy i będziemy się bawić jeszcze lepiej i w jeszcze większym gronie. W porze obiadowej wróciliśmy do punktu wyjścia - znów byliśmy we trójkę: Ewa, Mekin i ja. Czyli te same osoby, które jako pierwsze zjawiły się w Krakowie w piątkowe przedpołudnie. Zjedliśmy obiad i udaliśmy się na dworzec. A potem już tylko pożegnanie i 14 godzin w pociągu. Ale nie mam wątpliwości, że było warto. Kto nie był niech żałuje. I nadrobi zaległości, zjawiając się na V Zjeździe Milan Club Polonia.

zapraszamy również do galerii:  IV Zjazd MCP
TomekW
Na zjeździe MCP bawili się: Mekin, Ewa, Magdusia_, pionka, kapi, Ucia, Martino, Agnieszka, Slay, Gano, Jones, Giorgio, Królik, Kobyła, Hala, Tabarez z koleżanką, Tomash, Bobek, Skopi, Lecho, Adam, Darek, Damian, Piksel, Carlo, Aagatka, nescik, dani^7 i TomekW.
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone