Finał Ligi Mistrzów 2004/05: Milan - Liverpool, 25. maja 2005 r.




Jeszcze tydzień przed meczem spotkanie w Krakowie miało być jednym z kilku, jakie równolegle miały odbyć się przy okazji finału Ligi Mistrzów, w którym Milan miał zmierzyć się z Liverpoolem. Ostatecznie zapadła jednak decyzja, że spotkanie w Krakowie zorganizujemy pod egidą Milan Club Polonia, ogłaszając ten fakt na stronie oraz na forum. Jak zwykle nie mogliśmy narzekać na frekwencję. Dopisali zarówno mieszkańcy Krakowa i okolic, jak i przyjezdni z bliższych i dalszych regionów Polski.

Pierwotnie zamierzaliśmy spotkać się w lokalu Piwnica pod Ogródkiem nieopodal krakowskiego Rynku. Nieprzewidziane okoliczności zmusiły nas jednak do poszukiwania lokalu zastępczego na zaledwie 2,5h przed rozpoczęciem spotkania. Główni organizatorzy spotkania, Carlo i giorgio, stanęli jednak na wysokości zadania i ostatecznie zasiedliśmy w innym lokalu wyposażonym w telebim. Zajęliśmy przednią część sali, z tyłu zaś zgromadzeni byli sympatycy (określenie fani byłoby w tym przypadku nadużyciem) Liverpoolu. Jeszcze przed rozpoczęciem meczu wyposażyliśmy się w chmielowe napoje, a także w dyżurny optymizm.

Spotkanie rozpoczęło się lepiej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Nie dość, że już po kilkudziesięciu sekundach gry objęliśmy prowadzenie, na dodatek stało się to za sprawą Kapitana. Upływające minuty podkreślały dominację Milanu na boisku. Kolejne dwie bramki Crespo wydawały się przesądzać losy Pucharu. Żaden z nas w przerwie spotkania nawet nie podejrzewał co miało nastąpić w kolejnych kilkunastu minutach meczu. Trzy bramki Anglików zdobyte jedna po drugiej stanowiły szok nie tylko dla piłkarzy Milanu, ale i dla wszystkich jego kibiców. Otrzęsienie się po tych ciosach zajęło nam dobre kilka minut, po których na nowo zaczęliśmy wspierać rossonerich gorącym dopingiem. Kolejne minuty upływały, a wynik spotkania nie ulegał zmianie mimo dogodnych sytuacji (ach ta nieszczęsna 118-ta minuta). Rzuty karne. Powtórka z Manchesteru. Spudłowali wyborni egzekutorzy jedenastek w Milanie: Pirlo, Serginho i Shevcheko, tym samym Puchar powędrował w ręce piłkarzy Liverpoolu...

Zamiast wielkiej fety był wielki smutek, zamiast zwycięskiego przemarszu przez Kraków pogratulowaliśmy zwycięzcom i rozstaliśmy się do następnego razu. Do późnych godzin nocnych ci z nas, którzy nocowali w hostelu, starali się dociec jak możliwe jest nie zdobycie pucharu po meczu, w którym do przerwy prowadzi się 3:0. Odpowiedzi wciąż nie znamy.

dezali



zapraszamy również do galerii:  Final LM


 

© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone