To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
ACMilan.PL
Forum polskich kibiców Milanu

Kibice - Atmosfera na meczach Milanu...

Szybki - Pon Lut 25, 2013 19:31

Jesteś pewien? :D





pepe - Pon Lut 25, 2013 19:59

Piłkarze są tylko dodatkiem do meczu głównego - na trybunach, więc nie widzę problemu w tym, żeby 10 minut poczekali sobie aż opadnie mgła :) .
PrzeM - Pon Lut 25, 2013 20:07

pepe napisał/a:
Piłkarze są tylko dodatkiem do meczu głównego - na trybunach, więc nie widzę problemu w tym, żeby 10 minut poczekali sobie aż opadnie mgła :) .

...a potem niech klub płaci kary za konieczność przerwania meczu przez jego kibiców. Bardzo inteligentne :grrr:

VelenoRosso - Pon Lut 25, 2013 20:16

na fotach zawsze straszniej wyglada
wedzilem sie w dymie nie raz ale widzialnosci mi to nie ograniczalo.
moze po prostu dziwny jestem :hmm:

maslok - Pon Lut 25, 2013 20:18

pepe napisał/a:
Piłkarze są tylko dodatkiem do meczu głównego - na trybunach, więc nie widzę problemu w tym, żeby 10 minut poczekali sobie aż opadnie mgła :) .

To po co np. były protesty przy odejściu Kaki? Przecież to tylko dodatek, więc co za różnica? Skąd radość przy pozyskaniu Balotellego? Who cares? Przecież liczą się trybuny.

Szybki - Pon Lut 25, 2013 20:24

pepe mam takie pytanie, co robisz jak Milan strzeli gola? jak się zachowujesz? bo jeśli cieszysz się z bramek to te wszystkie twoje posty i teoria o kibolach leci w pizdu do kosza.
Qnen - Pon Lut 25, 2013 20:53

pepe napisał/a:
Piłkarze są tylko dodatkiem do meczu głównego - na trybunach, więc nie widzę problemu w tym, żeby 10 minut poczekali sobie aż opadnie mgła :) .


To może zorganizować sobie derby na przyśpiewki i flagi na pustej murawie? Przecież piłkarze to tylko dodatek.... :rotfl:

pepe - Wto Lut 26, 2013 09:21

PrzeM napisał/a:
...a potem niech klub płaci kary za konieczność przerwania meczu przez jego kibiców. Bardzo inteligentne :grrr:


Kibice, to nie idioci. Są mecze, które nie mają żadnego ciężaru gatunkowego i na nich mało kiedy cokolwiek się robi, tylko prowadzi doping. Ale są też derby, albo mecze z jakąś ważną kosą i wtedy mecz na trybunach jest najważniejszy – nie liczą się wtedy ewentualne kary – wtedy jest mecz na doping, na wrzuty, na oprawy, na pirotechnikę, na awantury (gdy tak się układają wydarzenia).

maslok napisał/a:
To po co np. były protesty przy odejściu Kaki? Przecież to tylko dodatek, więc co za różnica? Skąd radość przy pozyskaniu Balotellego? Who cares? Przecież liczą się trybuny.


Dobre pytanie. Ja też się nad tym zastanawiałem. Dla mnie ci piłkarze nie są nikim wyjątkowym. Odchodzą – to nara. Przychodzą, to fajnie. Ale, żeby robić specjalnie powitania dla kolesia obwieszonego ketami? I to jeszcze tak się zachowywały czołowe postacie na CSM – więc żadne pipy. Nie rozumiem. Już wspominałem - ja mentalności Włochów w tym aspekcie nie kumam – co mnie obchodzi jakiś Balotelli. Ma za taką kasę świetnie grać, strzelać bramki, biegać jak naładowany dynamitem i tyle. Bez niego czy z nim - Milan przetrwa – może trochę niżej w tabeli, ale to nie ma znaczenia. W Polsce takie coś nie miałoby racji bytu. Tu piłkarze nie są bogami – i bardzo dobrze. To zwykli robotnicy (tyle, że mający astronomiczne zarobki) – biegać, walczyć i się starać, a jak nie to... Wiecie co :) . W każdym razie – dziś są – jutro ich nie ma. Kibice zostają. Piłkarzy też trzeba sobie wychować.
Fajnie natomiast, że w pierwszy dzień przyjazdu Balotellego doszło do awantury z psami – to jedyny pozytyw pierwszego dnia pobytu typa obwieszonego ketami w Milanie.

Rossonero_ napisał/a:
pepe mam takie pytanie, co robisz jak Milan strzeli gola? jak się zachowujesz? bo jeśli cieszysz się z bramek to te wszystko twoje posty i teoria o kibolach leci w pizdu do kosza.


Cieszę się. Ale nie spuszczam, nie skaczę, nie ryczę. W derbach Milan stracił bramkę i potrafiłem spojrzeć na to obiektywnie i stwierdzić, że bramka Interu była ładnej urody. Po derbach nie było mi smutno, nie przeżywałem, nie było mi przykro. Remis, trudno. Spadną w tabeli, trudno. Nie zakwalifikują się do pucharów, trudno. Jedyne co mnie wpieniało, to fakt, że Interiści się cieszyli (kibice, nie piłkarze) i wiem z doświadczenia, że pociski wtedy szły ostre w stronę Milanu. Do kibicowania Milanowi podchodzę luźno, bo co to jest za kibicowanie przed telewizorem albo komputerem?

Trochę inaczej odnoszę to do klubu mojego życia :) , bo z Szombrami rzeczywiście przeżywam spadki czy awanse. Ale to zupełnie inny świat, realny, nie z tv czy kompa. My jednak mówimy o klubie oddalonym o 1000 km stąd, co rok grającym w pucharach, co rok walczącym o scudetto, co rok mającym jakąś perełkę światowego formatu w składzie. Takiemu klubowi łatwiej o kibiców, albo lepiej powiedziawszy „kibiców”.
Spytajcie kibiców we Włoszech (ale nie tych dziabągów, którzy tworzą jakieś fc oddalone o 300 km i jeżdżą na Milan, Inter czy Juventus) – jaki trend w ciągu ostatnich 20-25 lat jest tam mocno forsowany. Support your local football team – to hasło wymyślone przez kiboli Torino i założycieli marki odzieżowej Mentalita’ Ultras, którzy powyżej dziurek w nosie mieli zalewu „kibiców” Juventusu z całej Italii. W samym Turynie nie ma jakiejś wielkiej dyferencji, bo Torino to wielka i uznana marka (proponuję zainteresować się historią tego klubu, gdyby nie tragiczne wydarzenie z 1949 roku, kto wie czy to Torino nie zdobywałoby seryjnie tytułów dziś, a nie Juventus...), ale poza nim ciężko uświadczyć kibiców Torino, natomiast Juventusu od groma. Co ich przywiało? Zastanówmy się - hehe. Ten trend antydziabągi jest widoczny w całej Italii i odnosi się to do trzech klubów - już tu je wymieniłem. Ja tego również nie pojmuję - jak można mieszkać w Bergamo (mieć zespół na tym samym poziomie rozgrywkowym, ze swojego pięknego miasta) i kibicować np. Milanowi. Ruszanie tego tematu jest jednak mocno niebezpieczne, już to historia pokazała niejednokrotnie (vide moje dyskusje z Kiepurą), więc zostawmy to tak jak jest. Uznajmy, że jest tak jak wasze oczy to odbierają – jesteście wiernymi i oddanymi kibicami Milanu. Ch..j z tym, że 1000 km od Mediolanu i może raz na sezon na meczu. Wierność to podstawa. Tyle, że to nie niesie za sobą żadnych wyrzeczeń, poświęceń. To jest takie wygodne kibicowanie. Ale niech będzie.
Ja uważam, że miejsce kibica jest na stadionie, wy że przed tv. I gitara. Zostajemy przy swoim.

Qnen napisał/a:
To może zorganizować sobie derby na przyśpiewki i flagi na pustej murawie? Przecież piłkarze to tylko dodatek.... :rotfl:


W gruncie rzeczy to mecz właśnie jest tym, co napisałeś (potyczka na przyśpiewki, flagi, piro, pociski), tyle że murawa jest jednak zapełniona. Powiedzmy tak – piłkarze są dodatkiem, bez którego prawdziwy mecz (na trybunach) odbyć się nie może. Tak lepiej?

PoP - Wto Lut 26, 2013 09:55

Cytat:
Powiedzmy tak – piłkarze są dodatkiem, bez którego prawdziwy mecz (na trybunach) odbyć się nie może. Tak lepiej?


I tu jest całe sedno bo mecz bez kibiców odbyć się już może. Także możliwe, że jednak to kibice są dodatkiem (bardzo korzystnym dla klubu ale nadal dodatkiem) do meczu?

Co do kibicowania na odległość i byciem kibicem nie interesując się tym co na boisku byleby powydzierać się na trybunie z ultrasami to pięknie to opisali w innym temacie Venomik i Pamato.

VelenoRosso - Wto Lut 26, 2013 10:43

nie ma kibicow nie ma klubu
by daleko nie szukac przyklad Amica Wronki.

pepe - Wto Lut 26, 2013 11:12

PoP napisał/a:
I tu jest całe sedno bo mecz bez kibiców odbyć się już może. Także możliwe, że jednak to kibice są dodatkiem (bardzo korzystnym dla klubu ale nadal dodatkiem) do meczu?.


Klub bez kibiców nie istnieje. Veleno podał idealny przykład.

PoP napisał/a:
Co do kibicowania na odległość i byciem kibicem nie interesując się tym co na boisku byleby powydzierać się na trybunie z ultrasami to pięknie to opisali w innym temacie Venomik i Pamato.


Świetne przeżycie. Polecam. Super wyładowanie emocji :) .

Pamato - Wto Lut 26, 2013 11:42

klub bez kibiców nie 'nie istnieje' tylko nie ma racji bytu, bo to zwyczajnie jakis dziwoląg który najprawdopodobniej umrze śmiercią naturalną z przyczyn ekonomicznych itp....natomiast klub bez piłkarzy NIE ISTNIEJE FAKTYCZNIE.
poza tym jesli wyłączyć z rzeszy kibiców Milanu czy innych światowych potęg TYLKO TYCH kibiców, którzy mają w dupie wynik i nie interesują się aspektem sportowym to klub spokojnie dałby radę...wśród ultrasów etc. jest dużo tych co się jednak przejmują wydarzeniami na boisku, interesują częścią sportową itd. a dodać do tego całą masę innych pikników i gra gitara.

a czy klub bez piłkarzy by istniał? pewnie tak, opisałem to w innym temacie:
"ktoś kogo nie interesuje wynik meczu jest tak samo bezwartościowym patafianem (w aspekcie kibica, oczywiście nie człowieka jako takiego) jak ten który przestaje się interesować klubem w kryzysie....

ci pierwsi to chyba jakieś emocjonalnie niedojrzałe społecznie jednostki, które potrzebują akceptacji grupy żeby poczuć że są potrzebni, równie dobrze mogliby stworzyć fanclub twórczości Alfreda Hitchcock'a kompletnie nie znając jego filmów a dając się za nie pociąć
a o chorągiewkach nie ma co się rozpisywać.

ps: aha i nie podcierać mi się barwami klubu proszę, bo to ulubiony argument (walczymy za barwy, za klub etc. XXX TO MY!!) barwy to sobie sami możecie wybrać/stworzyć/wymyślić i przybrać, podobnie jak wasi 'rywale' i stworzyć coś na wzór bohaterów filmu The Warriors. skoro chodzi jedynie o kolorki, przynależność do grupy i dawanie sobie obić ryje za to to na serio, klub piłkarski założony z myślą o RYWALIZACJI SPORTOWEJ jest jedynie PRETEKSTEM i WYGODĄ, bo już jest..."

tylko, że byłby to juz zupełnie innej kategorii klub ;)

pepe - Wto Lut 26, 2013 11:57

Pamato - przyjmuję Twój punkt widzenia.

Nie zmienisz jednak najbardziej błyskotliwymi tekstami, że na trybunach to kibole są tymi, dla których się chętniej gra. Jak ich nie ma, to jest takie klepanko niczym sparing. Proponuję pooglądanie sobie paru meczów Serie B, gdzie system wyniszczył ruch kibicowski. Dla mnie takie mecze w ogóle są bezsensem. Rozumiem jakieś niskie ligi, gdzie o zainteresowanie widowni trudno. Ale Serie B, to przecież zaplecze najlepszej włoskiej ligi, a niektóre spotkania w tej lidze atmosferą niczym nie odbiegają od sparingów.

VelenoRosso - Wto Lut 26, 2013 12:05

Pamato napisał/a:
natomiast klub bez piłkarzy NIE ISTNIEJE FAKTYCZNIE.


przejedz sie na wycieczke do Glasgow w takim razie, powiedz stadionowym wyjcom Rangers ze klub bez pikarzy nie istnieje i wroc zywy podzielic sie przemysleniami.

Pamato - Wto Lut 26, 2013 12:12

pepe:
spoko, ja to rozumiem, że "lepiej się gra dla ultrasów"...ogląda (słucha) w tv też się lepiej ultrasów, ale niedopuszczlane jest twierdzenie, że ktoś kto sie strona sportową w ogóle nie interesuje jest lepszym kibicem tylko dlatego, że jest w młynie. jak już pisałem, wśród ultrasów jest dostateczna ilośc osób interesujących się 'meczami' aby pociągnąć dobry doping. samo zainteresowanie Balotellim o czyms jednak świadczy chyba, nie? transparenty z nazwiskami naszych gwiazd etc. Włosi jednak żyja piłką i bardzo dobrze :ok:

VelenoRosso:
doprecyzuj myśl, bo nie rozumiem....w Rangersach ktoś gra w piłkę aktualnie czy już nie? trochę sie tam zmieniło to fakt, ale co w związku z tym? jest klub PIŁKARSKI nie mający piłkarzy?

lord bass - Wto Lut 26, 2013 12:32

A New York Cosmos?
Nie ma piłkarzy, nie ma kibiców, a ma zarząd.

Pamato - Wto Lut 26, 2013 12:43

ot taka ciekawostka przyrodnicza...
tylko jakie to ma znaczenie w kontekście rozgrywania meczy piłakrskich i tego co się ewentualnie w tym czasie dzieje na trybunach?

pepe - Wto Lut 26, 2013 15:55

Pamato napisał/a:
jest klub PIŁKARSKI nie mający piłkarzy?


Ruch Radzionków obecnie - sa kibice, nie ma sekcji piłkarskiej od sierpnia 2012 roku. Gdyby nie kibice, ten klub by nie grał dalej, a będzie grał od nowego sezonu w III lidze.
Moje Szombierki w sezonie 2006/07 - sekcja piłki nożnej upadła, klub istniał (bez żadnej sekcji), my kibice trwaliśmy i tylko dzięki nam Szombierki grają dalej i w następnym sezonie będziemy grać w III lidze. To my wzięliśmy wszystko w swoje ręce, stworzyliśmy stowarzyszenie, sami zaczęliśmy działać w klubie, żeby dalej trwał.
Zagłębie Sosnowiec z lat 90-tych - hasło Wiara, która przetrwała - kilka lat nie było klubu, ale byli kibice, którzy ten klub od zera stworzyli na nowo nawiązując do dawnej tradycji. W okresie marazmu, gdy wszyscy ten klub mieli w dupie łącznie z władzami miasta - jeden z chuliganów tego klubu zastrzegł sobie w urzedzie patentowym prawo do herbu Zagłębia - dziś klub musi płacić temu kibicowi za prawo do używania herbu. Paranoja totalna - ale pokazuje, kto wtedy tak naprawdę walczył o przetrwanie nazwy, barw, tradycji - to co po brzytwie spuściłeś w poprzednim poście.
Odra Opole - kapi by mógł tu też trochę w tym temacie poopowiadać, wiem natomiast, że gdyby nie dążenia kibiców, to klub chyba w ogóle by nie przetrwał + nie zostałaby zmieniona nazwa na jedyną właściwą ODRA OPOLE.

Przykładów jest multum (podany przez Veleno tez świetny - taki sam Fiorentina, która gdyby nie kibice upadłaby z powodu kłopotów finansowych 10 lat temu) - prawdziwy fanatyzm odkrywa się dopiero, gdy klub dołuje. Bo gdy gra tak jak Milan, nigdy nie jest się w stanie powiedzieć na ile silna jest wiara człowieka w ten klub. Dopiero najgorsze sytuacje pokazują kto jest kim. I z własnego polskiego podwórka wiem, że TYLKO fanatycy kluby wydźwigali z niebytu. Pikniki tak jak biernie przychodziły na trybuny przed upadkiem, tak też biernie podchodziły do faktu, że kluby upadały. Po prostu przyjmowali to jako kolej rzeczy. Dlatego pikniki dla mnie są tylko do zaakceptowania, że są. Wiem, że tak samo jak niczego nie chcą w zamian, tak samo i też niczego nie dadzą temu klubowi. To wynika z ich zwykłej wygodnickiej natury. Stąd też możesz się wpieniać i przewymyślne hasełka na kiboli pisać, ale klub to przede wszystkim kibice. Ci fanatyczni.

Pamato - Wto Lut 26, 2013 18:15

a te kluby uratowane przez fanatyków (których oczywiście popieram i złego słowa na takich akurat nie powiedziałem, przeczytaj sobie wszystko raz jeszcze na spokojnie i zwróć uwagę do jakiego typu kibica się odnosiłem per patafian....) to po co są ratowane? wygląda na to żeby GRAĆ W PIŁKĘ, nie? a kto gra w piłkę jak nie PIŁKARZE? czy to są kupieni zawodowcy czy niedawni kibice ratujący klub czy wychowankowie z dzielnicy, wszystko jedno, skoro zaczynają grać to są PIŁKARZAMI i do jasnej cholery robią to bo przeznaczeniem klubu jest GRAĆ NA BOISKU W PIŁKĘ, a nie dopingować pusty plac...taki jest sens tego o czym pisałem.
SineCere - Wto Lut 26, 2013 18:37

Kwestia postrzegania. Kibice i piłkarze, to dwa nieodłączne "elementy" piłki nożnej. Dla pepe, istotniejsze jest to, co dzieje się na trybunach, ale to co tam się dzieje, w dużej mierze warunkowane jest przez wydarzenia na placu gry. Dla innych (w tym dla mnie) ważniejsze jest boisko, ale duży wpływ na grę mają kibice. Do prawidłowego funkcjonowania klubu potrzebne jest zatem zaangażowanie zarówno piłkarzy, jak i kibiców.

W tej dyskusji nie podobają mi się przede wszystkim próby wartościowania kibiców. "Ty jesteś gorszy, bo ja jeżdżę częściej na mecze; ja jestem lepszy, bo bardziej oberwałem po ryju". To tak nie działa. Klub potrzebuje tych, którzy krzyczą i ważniejszy jest dla niech aspekt kibicowski niż sam mecz, ale też tych, którzy odwiedzą stadion raz na jakiś czas i zostawią trochę grosza w klubowej kasie. Pod tym względem wszyscy jesteśmy istotni dla klubu. Ci oglądający tylko mecze przed ekranami telewizorów czy komputerów też, bo udzielając się na forach czy rozmawiając ze znajomymi, popularyzują dany klub, co zwiększa jego wartość marketingową i potencjalną szansę, że ci znajomi kupią kiedyś bilety na mecz.

pepe - Śro Lut 27, 2013 20:27

Pamato napisał/a:
a te kluby uratowane przez fanatyków to po co są ratowane?


Wiadomo, że w sensie dosłownym to racja jest w tym, co wy twierdzicie. Ale to jest to co papier przyjmuje. Na stadionie wygląda to już zupełnie inaczej. Bo nawet najsilniejszy klub, który nie ma kibiców nigdy nie niesie za swoim przyjazdem takiego ładunku emocji jak klub mniej silny, ale z dobrą ekipą kibicowską.
Kwestia postrzegania - dla Ciebie ważne jest to, co na boisku, dla mnie to, co na trybunach. W każdym razie mylisz się w kwestii dopingu - właściwie nie dopinguje się piłkarzy, tylko bardziej okazuje miłość do swojego klubu. Mówię tu o Polsce, bo we Włoszech jest to jednak przeciągnięte trochę w kierunku uwielbienia skórokopów, czego ja nie rozumiem, ale przyjmuję, że Włosi tak mają. W Polsce rzadko kiedy spotyka się skandowanie imienia i nazwiska jakiegoś piłkarza przez młyn. Piłkarzy ma się gdzieś, bo oni de facto gdzieś również mają klub - jutro ktoś zapłaci więcej, to tam pójdą. Rzadko który piłkarz zasługuje na szacunek swoja postawą (wierność). Stąd też przywiązanie jest do nazwy, barw, tradycji, a nie wypełniaczy koszulek klubowych.

Tu trochę o kibicach Milanu:

http://www.youtube.com/wa...d&v=j1XnWYCS5pE

rangiz - Czw Lut 28, 2013 00:30

Jednak jest różnica między skandowaniem nazwisk naszych lokalnych "gwiazd" a śpiewaniem dla tych którzy są znani na całym kontynencie(świecie?)
Jakby nam poziom ligi poszedł w górę, to uważam, że dla znanych grajków tego uwielbienia byłoby więcej.
Powtarzam ZNANYCH a nie ledwo zipiącego już Ljuboję który przyszedł tutaj, bo gdzie indziej nie powąchałby murawy i słuch by o nim zaginął.

Z drugiej strony trudno zrozumieć przyśpiewki dla Pazziniego, Bojana czy Constanta w Milanello, jeszcze przed startem jakichkolwiek rozgrywek, skoro nigdy wielkimi gwiazdami nigdzie nie byli...

Pamato - Czw Lut 28, 2013 08:10

pepe napisał/a:
Wiadomo, że w sensie dosłownym to racja jest w tym, co wy twierdzicie.
no proste...bo właśnie o ten dosłowny sens się rozchodzi cały czas.

pepe napisał/a:
dla Ciebie ważne jest to, co na boisku, dla mnie to, co na trybunach.
pewnie dlatego, że ja mam we krwi piłke nożną, a ty race i przyśpiewki.... super, tylko, że raz: ja ultrasów podziwiam, za to że są, jacy są, co tworzą etc (rozbrajają mnie jedynie ci co kompletnie nie mają i nie chcą mieć zielonego pojęcia o aspekcie sportowym klubu), a dwa: to jednak lekko komiczne, że goście identyfikują się z jakimiś barwami, nazwą, historią czegoś czego generalny i pierwotny sens istnienia (gra w piłkę) mają w dupie. dlaczego więc nie identyfikujecie się pod zupełnie innymi szyldami, ta cała zabawa na trybunach nie mogłaby istnieć gdzieś poza sportem?

pepe napisał/a:
W każdym razie mylisz się w kwestii dopingu - właściwie nie dopinguje się piłkarzy, tylko bardziej okazuje miłość do swojego klubu. Mówię tu o Polsce, bo we Włoszech jest to jednak przeciągnięte trochę w kierunku uwielbienia skórokopów, czego ja nie rozumiem, ale przyjmuję, że Włosi tak mają.
aha, czyli jak Włosi robią coś innego niż Ty to jest jednak OK, bo to Włosi, ale jak już inny człowiek/zwykły człowiek postrzega stadion inaczej niz Ty to już jest zwykłym leszczem...mimo, że ten leszcz tak generalnie wcale nic złego o Tobie nie myśli, a nawet czasem podziwia. przekozaki jesteście, bez kitu :)


pepe napisał/a:
Rzadko który piłkarz zasługuje na szacunek swoja postawą (wierność).
Maldini na pewno nie zasłuzył sobie na miłość niektórych troglodytów z CS... Pewnie dlatego, że w przeciwieństwie do nich on czuł na sobie czerwono-czarne barwy nawet po zdjęciu koszulki, a im w głowie zupełnie inne biznesy siedziały...
pepe - Czw Lut 28, 2013 08:17

rangiz - przeczytaj raz jeszcze swój post. Koniec przeczy początkowi i na odwrót :) . We Włoszech od kiedy istnieje zorganizowany ruch kibicowski piłkarze grali zawsze na wysokim poziomie. Tam normą jest zdobywanie trofeów, stąd też przywiązanie do piłkarzy jakieś tam jest, to wiedzą, że to te wielkie nazwiska mogą zapewnić sukcesy, same pozytywne emocje. Oglądając jednak multum filmów z dopingiem ekip mniej znanych klubów włoskich i będąc na paru meczach we Włoszech oprócz tych Milanu stwierdzam, że tam piłkarze nie cieszą się taką estymą jak w wielkiej trójce. Jedynie piłkarze oddani barwom tego klubu są otaczani większym szacunkiem.
W Polsce od kiedy istnieje ruch kibicowski, to sukcesy na niwie międzynarodowej się pokończyły, więc też i piłkarze nie grali tu wielcy. Myślę, że w PL równie dobrze mogłyby manekiny grać na murawie i też byłoby dobrze :) . Na piłkarzy nikt tu nie zwraca uwagi (z wyjątkiem klubowych ikon) i nie robi się wokół nich żadnej afery. I bardzo dobrze!

pepe - Czw Lut 28, 2013 08:47

Pamato napisał/a:
aha, czyli jak Włosi robią coś innego niż Ty to jest jednak OK, bo to Włosi, ale jak już inny człowiek/zwykły człowiek postrzega stadion inaczej niz Ty to już jest zwykłym leszczem...mimo, że ten leszcz tak generalnie wcale nic złego o Tobie nie myśli, a nawet czasem podziwia. przekozaki jesteście, bez kitu :)


Ale ja mówię o postrzeganiu czegoś przez Włochów - fanatyków. Nie "kibiców" przed tv i Internetem. Chyba kumasz różnicę? Nikogo nie uważam za leszcza - chyba czytasz mocno wybiórczo. Jedyne co stwierdziłem, to fakt, że ktoś taki, kto siedzi przed tv czy Internetem jest bezwartościowy z punktu widzenia kibicowskiego danej ekipy. Rozumiem to na tyle, na ile pojmuję ten świat - pieniądza, chęci identyfikowania się z najlepszymi. Wiadomo, trudniej iść pod prąd i pokochać klub ze swojego miasta, mimo, że gra piłkę gorszą niż ci z ekranów telewizora. Tak łatwiej pokochać. Nie odnosi się to tylko do chociażby Ciebie. We Włoszech takich "kibiców" jest całe mnóstwo także, miałem z tym niejednokrotnie styczność. Jeszcze, gdy ktoś na ten stadion przychodzi, jeździ na mecze, kupuje karnet - tacy kibice są tolerowani - wspominałem tez o tym. Ale ciągłe kibicowanie na odległość? To jak dożywotnie walenie konia bez poczucia kobiety w realu. Niektórym to sprawia przyjemność, niektórzy tym gardzą. Wstyd jednak pozostaje u obu stron na samą myśl o tym.

Pamato napisał/a:
Maldini na pewno nie zasłuzył sobie na miłość niektórych troglodytów z CS... Pewnie dlatego, że w przeciwieństwie do nich on czuł na sobie czerwono-czarne barwy nawet po zdjęciu koszulki, a im w głowie zupełnie inne biznesy siedziały...


A skąd wiesz, że o jakieś biznesy chodziło? Były lata 1997-1998 - drużyna była najlepiej opłacaną w Serie A (jak niemalże zawsze od już 25 lat), gdzieś mieli swoje obowiązki wobec kibiców (czyli grać za taką kasę na co najmniej dobrym poziomie). Gdy jest słaby skład - można zrozumieć słabą grę i sie pogodzić z niskim miejscem w tabeli, spadkiem itp. Gdy jest silny skład z ogromnymi apanażami, słabą grę przez całe 2 sezony ciężko zrozumieć. To nie była przebudowa drużyny, jak to ma miejsce w Milanie teraz - tam skupowano wielkie nazwiska, które miały Milanowi dać kolejne sukcesy. Maldini twierdził, że kibice mają z nimi być bez względu na wszystko. Kibice w końcówkach tych sezonów (nie na początku!) jednak nie wytrzymywali i szły pociski w stronę całej drużyny, bez wyjątku, bo każdy z nich był przecież trybikiem w tej machinie zajmującej miejsce poniżej pierwszej dziesiątki. Maldini wtedy zaczął obrażać kibiców. Uważam, że profesjonalizm piłkarza nie powinien mu pozwalać na krytykowanie własnych kibiców, gdy drużynie źle idzie. Zamiast posypać głowę popiołem, jeszcze buńczucznie pyskował. Stąd też został odpowiednio potraktowany. I mimo, że jest wielką ikoną klubu, to przekreślił siebie w oczach kibiców. Tych fanatycznych - bo oni pamiętali poniżającą grę, wydaną kasę na wyjazdy, poświęcony czas dla klubu, a odwdzięczano im się porażkami typu 0-5 z Romą. Przypomnę wyniki z końcówki sezonu 1997/98-od 15 marca kolejno: Brescia-Milan 2-2, Milan-Inter 0-3, Juventus-Milan 4-1, Bari-Milan 1-0, Milan-Atalanta 3-0, Bologna-Milan 3-0, Milan-Napoli 0-0, Roma-Milan 5-0, Milan-Parma 1-1, Fiorentina-Milan 2-0. Po zajęciu 10. miejsca i takiej końcówce sezonu (cały sezon był zresztą jałowy, minimalnie LEPSZY niż poprzedni) krytykowanie kibiców było bezczelnością. W moim odczuciu szkoda, że ten fakt rzucił cień na całą karierę Maldiniego w Milanie - zamiast usiąść i porozmawiać, przedstawić swoje racje, dojść do jakiegoś wspólnego stanowiska obrazili się jedni na drugich. Szkoda, bo wyszedł na koniec pasztet.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group